Czy wybierając fundusze inwestujące na zagranicznych rynkach, można dobrze zarobić?
Ryzyko korekty na GPW w Warszawie sprawia, że inwestorzy coraz bardziej interesują się funduszami inwestującymi na zagranicznych rynkach. Czy jednak rzeczywiście inwestowanie
za granicą jest mniej ryzykowne?
Dotychczas ze względu na wysokie zyski, jakie inwestorzy osiągali, inwestując na giełdzie, oraz mocną złotówkę fundusze inwestujące za granicą nie cieszyły się dużą popularnością. Teraz to się
zmienia. TFI proponują coraz to nowe fundusze inwestujące najczęściej na rynkach, które rozwijają się szybciej od Polski. Obiecują przy tym wysokie stopy zwrotu, twierdząc, że kraje te mają duży
potencjał.
Rzeczywiście niewątpliwą zaletą funduszy inwestujących za granicą jest możliwość czerpania korzyści z rozwoju gospodarek, które rozwijają się szybciej niż Polska, jak np. kraje
Europy Środkowo-Wschodniej.
Decydując się jednak na taką inwestycję, powinieneś pamiętać o ryzyku kursowym - Twoje zyski będą musiały przejść przez transfer np. z euro czy dolarów na złotówki. Jeśli więc
np. inwestycja w skali roku da Ci 40% zysku w USD, a kurs USD/PLN zmieni się o 20%, to Twoje zyski w przeliczeniu na złote wyniosą tylko 20%.
Minusem, który powinieneś brać również pod uwagę, są też znacznie wyższe prowizje niż w przypadku funduszy krajowych.
ZDANIEM EKSPERTÓW:
Piotr Kuczyński
główny analityk, Xelion. Doradcy Finansowi
Rozglądanie się za funduszami inwestującymi na zagranicznych rynkach akcji wtedy, kiedy na GPW indeksy spadają, nie ma sensu. Powód jest bardzo prosty - dekoniunktura giełdowa prawie zawsze dotyka w tym samym czasie olbrzymią większość, jeśli nie wszystkie, giełdy na całym świecie. Żyjemy w zglobalizowanej gospodarce ze swobodnym przepływem kapitałów, więc w takiej sytuacji nie ma nic dziwnego. Wyjątkiem mogą być (niezwykle rzadkie) okresy, kiedy to lokalne problemy wywołują przecenę akcji. Jednak od wielu lat takiej sytuacji nie było.
Owszem, można szukać alternatywnych inwestycji, ale w tych funduszach, które nie tylko nie ograniczają się do akcji, ale używają również instrumentów pozwalających zyskiwać bez względu na sytuacją panującą na giełdach. Wykorzystują one na przykład różnice miedzy dwoma wybranymi instrumentami (często różnymi indeksami). Co prawda zyski z takich inwestycji będą dużo mniejsze niż w fundusze czysto akcyjne, ale inwestor nie poniesie strat, a w czasie korekty (bessy) to przecież jest najważniejsze.
główny analityk, Xelion. Doradcy Finansowi
Rozglądanie się za funduszami inwestującymi na zagranicznych rynkach akcji wtedy, kiedy na GPW indeksy spadają, nie ma sensu. Powód jest bardzo prosty - dekoniunktura giełdowa prawie zawsze dotyka w tym samym czasie olbrzymią większość, jeśli nie wszystkie, giełdy na całym świecie. Żyjemy w zglobalizowanej gospodarce ze swobodnym przepływem kapitałów, więc w takiej sytuacji nie ma nic dziwnego. Wyjątkiem mogą być (niezwykle rzadkie) okresy, kiedy to lokalne problemy wywołują przecenę akcji. Jednak od wielu lat takiej sytuacji nie było.
Owszem, można szukać alternatywnych inwestycji, ale w tych funduszach, które nie tylko nie ograniczają się do akcji, ale używają również instrumentów pozwalających zyskiwać bez względu na sytuacją panującą na giełdach. Wykorzystują one na przykład różnice miedzy dwoma wybranymi instrumentami (często różnymi indeksami). Co prawda zyski z takich inwestycji będą dużo mniejsze niż w fundusze czysto akcyjne, ale inwestor nie poniesie strat, a w czasie korekty (bessy) to przecież jest najważniejsze.
Robert Kosowski
analityk, X-Trade Brokers Dom Maklerski
Z ostatnich ofert funduszy inwestujących za granicą ciekawie wyglądają te skupione na rynkach wschodzących - i tu w podziale na azjatyckie oraz nowej europy. Opierają się one na założeniu, że kraje wschodu, takie jak Chiny, Singapur, Malezja, do roku 2012 - olimpiada w Pekinie - jako region będą rozwijać się skokowo, stanowiąc o globalnym popycie na surowce i energię. Podobna interpretacja dotyczy krajów, takich jak Rumunia i Bułgaria - wzrost cen nieruchomości i giełd, podobnie jak w Polsce po wejściu do UE, jest bardzo prawdopodobny. Kraje starej Europy czy USA mogą być natomiast interesujące przy stabilizacji portfela - w tych krajach nie spodziewamy się dużej zmienności cen.
analityk, X-Trade Brokers Dom Maklerski
Z ostatnich ofert funduszy inwestujących za granicą ciekawie wyglądają te skupione na rynkach wschodzących - i tu w podziale na azjatyckie oraz nowej europy. Opierają się one na założeniu, że kraje wschodu, takie jak Chiny, Singapur, Malezja, do roku 2012 - olimpiada w Pekinie - jako region będą rozwijać się skokowo, stanowiąc o globalnym popycie na surowce i energię. Podobna interpretacja dotyczy krajów, takich jak Rumunia i Bułgaria - wzrost cen nieruchomości i giełd, podobnie jak w Polsce po wejściu do UE, jest bardzo prawdopodobny. Kraje starej Europy czy USA mogą być natomiast interesujące przy stabilizacji portfela - w tych krajach nie spodziewamy się dużej zmienności cen.
Rafal Banaś
analityk, Goldenegg-Niezależni Doradcy Finansowi
Lokowanie całości własnych funduszy na polskim rynku kapitałowym można uznać
za ryzykowne, nie tylko ze względu na możliwe korekty, ale z powodu związania naszego kapitału wyłącznie z polską giełdą. Historia wielokrotnie udowadniała, że poszczególne rynki w różnym stopniu reagowały na globalne czy też lokalne wydarzenia polityczno-ekonomiczne. Na przykład rynek azjatycki na światową dekoniunkturę gospodarczą może zareagować 20-procentową korektą, a rynek amerykański 5-procentową. Ogromna liczba funduszy zagranicznych pozwala inwestorom korzystać też z okazji do osiągania zysków na globalnym lub regionalnych rynkach azjatyckich, Ameryki Południowej, USA, w ściśle określonych branżach, np. technologicznych, surowcowych.
analityk, Goldenegg-Niezależni Doradcy Finansowi
Lokowanie całości własnych funduszy na polskim rynku kapitałowym można uznać
za ryzykowne, nie tylko ze względu na możliwe korekty, ale z powodu związania naszego kapitału wyłącznie z polską giełdą. Historia wielokrotnie udowadniała, że poszczególne rynki w różnym stopniu reagowały na globalne czy też lokalne wydarzenia polityczno-ekonomiczne. Na przykład rynek azjatycki na światową dekoniunkturę gospodarczą może zareagować 20-procentową korektą, a rynek amerykański 5-procentową. Ogromna liczba funduszy zagranicznych pozwala inwestorom korzystać też z okazji do osiągania zysków na globalnym lub regionalnych rynkach azjatyckich, Ameryki Południowej, USA, w ściśle określonych branżach, np. technologicznych, surowcowych.