Jakie są prognozy dla GPW na II półrocze 2008 r.? Poznaj opinie ekspertów
Pierwsza połowa 2008 r. nie była łatwa dla inwestorów. Jakie są prognozy dla warszawskiej giełdy na II półrocze? Jaki może być najbardziej pozytywny, a jaki najbardziej
negatywny scenariusz? Przeczytaj, co na ten temat sądzą eksperci.
Rynek porusza się w trendach. Obecnie na GPW trwa bessa i należy zakładać, że może ona się rozciągnąć również na drugą połowę roku. W obecnej sytuacji nie widać żadnych oznak
poprawy sytuacji na naszym rynku, a podstawowym problemem wydaje się być odpływ pieniądza. Za ucieczkę środków z funduszy inwestycyjnych odpowiadają słabe wyniki z ostatniego roku,
relatywnie wysokie stopy procentowe i konkurencja ze strony bezpiecznych produktów bankowych.
W najbardziej negatywnym scenariuszu obecnie widoczne zjawiska się pogłębią - rosnąca presja inflacyjna wymusi na RPP dalsze podwyżki stóp procentowych, świat
będzie borykał się z coraz wyższymi cenami surowców, towarów i energii, a w USA nie skończą się problemy gospodarcze. Wtedy nasz rynek czekają większe spadki.
W najbardziej pozytywnym scenariuszu dojdzie do załamania mocno rosnących ostatnio cen surowców i towarów, co załagodzi światowe spowolnienie gospodarcze i
zmniejszy presję inflacyjną. W Polsce zakończymy cykl podwyżek stóp procentowych, a być może zobaczymy pierwszą obniżkę w końcówce roku. Wówczas poprawa
sytuacji gospodarczej w USA wraz z powolnym powrotem kapitału do polskich funduszy pozwoli na powolne budowanie podstaw pod nową, długą falę wzrostową na GPW.
W drugim półroczu bieżącego roku ważne będzie obserwowanie właśnie rynków towarowych i danych o inflacji w Polsce i na całym świecie. Jeśli zaś dojdzie do
odwracania się trendu umacniania złotówki, do łask inwestorów mogą powrócić przede wszystkim eksporterzy i warto się przyglądać spółkom powiązanym z kursem złotego. Pamiętajmy jednak, że bez
mocniejszego osłabienia naszej waluty będzie to nadal jedna z najbardziej ryzykownych grup spółek na GPW.
Piotr Kaczmarek
analityk, Dom Maklerski IDM
analityk, Dom Maklerski IDM
ZDANIEM EKSPERTÓW:
Marek Nienałtowski
główny analityk rynków finansowych
Goldenegg - Niezależni Doradcy Finansowi
Rzetelna odpowiedź na pytanie, o to co czeka warszawską giełdę w drugiej połowie bieżącego roku, jest niezwykle trudna. Z jednej strony wszystko wskakuje na to, że w końcu powinniśmy być świadkami większych wzrostów, ponieważ inwestorzy mają do dyspozycji nie tylko dobre fundamenty polskiej gospodarki, ale także brak zainfekowania naszego systemu bankowego zarazkami globalnego kryzysu kredytowego, coraz lepsze wyceny obecnych na GPW spółek (część z nich notowanych jest już poniżej wartości księgowej), a także nie tak dawne rekomendacje akumulowania polskich akcji wydane przez zagraniczne banki inwestycyjne. Z drugiej strony na GPW cały czas nie ma tego, czego tak naprawdę najbardziej potrzeba, aby te wzrosty wywołać, czyli obrotów. Trudno się jednak temu dziwić. Do końca kwietnia br. fundusze inwestujące na rynkach wschodzących szerokim łukiem omijały Polskę, choć tak naprawdę nie wiadomo dlaczego (może chodziło o niepewność co do kursu złotego?), a nie ma co ukrywać, że bez świeżej krwi z zagranicy trudno jest liczyć na większe ruchy ze strony krajowych inwestorów (zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych). I choć maj pokazał, że w sprawie obrotów i zaangażowania zagranicy na GPW nieco się ruszyło, to warto pamiętać o tym, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla kondycji GPW jest nadal niepewna sytuacja na globalnych rynkach giełdowych. Dodatkowo, jako że zdecydowana większość analityków nadal zakłada kontynuację procesu wzmacniania złotego albo przynajmniej zatrzbymanie jego wartości na obecnych poziomach (choć osobiście z tymi opiniami nie do końca się zgadzam), to coraz większe problemy na naszym rynku mogą mieć spółki żyjące przede wszystkim z eksportu.
główny analityk rynków finansowych
Goldenegg - Niezależni Doradcy Finansowi
Rzetelna odpowiedź na pytanie, o to co czeka warszawską giełdę w drugiej połowie bieżącego roku, jest niezwykle trudna. Z jednej strony wszystko wskakuje na to, że w końcu powinniśmy być świadkami większych wzrostów, ponieważ inwestorzy mają do dyspozycji nie tylko dobre fundamenty polskiej gospodarki, ale także brak zainfekowania naszego systemu bankowego zarazkami globalnego kryzysu kredytowego, coraz lepsze wyceny obecnych na GPW spółek (część z nich notowanych jest już poniżej wartości księgowej), a także nie tak dawne rekomendacje akumulowania polskich akcji wydane przez zagraniczne banki inwestycyjne. Z drugiej strony na GPW cały czas nie ma tego, czego tak naprawdę najbardziej potrzeba, aby te wzrosty wywołać, czyli obrotów. Trudno się jednak temu dziwić. Do końca kwietnia br. fundusze inwestujące na rynkach wschodzących szerokim łukiem omijały Polskę, choć tak naprawdę nie wiadomo dlaczego (może chodziło o niepewność co do kursu złotego?), a nie ma co ukrywać, że bez świeżej krwi z zagranicy trudno jest liczyć na większe ruchy ze strony krajowych inwestorów (zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych). I choć maj pokazał, że w sprawie obrotów i zaangażowania zagranicy na GPW nieco się ruszyło, to warto pamiętać o tym, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla kondycji GPW jest nadal niepewna sytuacja na globalnych rynkach giełdowych. Dodatkowo, jako że zdecydowana większość analityków nadal zakłada kontynuację procesu wzmacniania złotego albo przynajmniej zatrzbymanie jego wartości na obecnych poziomach (choć osobiście z tymi opiniami nie do końca się zgadzam), to coraz większe problemy na naszym rynku mogą mieć spółki żyjące przede wszystkim z eksportu.