Plusy i minusy - sprawdź, czy bardziej opłaca się wybrać fundusz zagraniczny czy krajowy
Wiosna w pełni i ogarniająca nas zewsząd zieleń, przede wszystkim ta na tabelach prezentujących notowania giełdowe, poprawia nastroje inwestorom. Pytanie, czy to tylko korekta
bessy, czy może jej dno - pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Tak czy inaczej, jeśli sytuacja będzie się utrzymywać, to zainteresowanie funduszami będzie rosło. Postępując w myśl zasady, którą
przytaczamy pod postacią parafrazy popularnego niegdyś hasła - "przezorny zawsze zdywersyfikowany", część środków można zainwestować w fundusze operujące poza granicami Polski. A jest w czym
wybierać.
Wiosna w pełni i ogarniająca nas zewsząd zieleń, przede wszystkim ta na tabelach prezentujących notowania giełdowe, poprawia nastroje inwestorom. Pytanie, czy to tylko korekta bessy, czy
może jej dno - pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Tak czy inaczej, jeśli sytuacja będzie się utrzymywać, to zainteresowanie funduszami będzie rosło. Postępując w myśl zasady, którą przytaczamy pod
postacią parafrazy popularnego niegdyś hasła - "przezorny zawsze zdywersyfikowany", część środków można zainwestować w fundusze operujące poza granicami Polski. A jest w czym wybierać.
Liczba wszystkich funduszy otwartych oferowanych tylko przez krajowe instytucje przekracza 400, z czego nieco ponad 200 inwestuje głównie albo wyłącznie poza granicami naszego kraju. Ponadto
dostępnych jest także ponad 300 funduszy, których jednostki można kupić w Polsce, a które zarządzane są przez zagraniczne instytucje (w sumie, notyfikowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego jest
już grubo ponad 800 funduszy, ale nie wszystkie są od razu wprowadzane do sprzedaży).
Ilościowo oferta funduszy polskich (inwestujących za granicą) i zagranicznych jest więc mniej więcej zbliżona. Różni się jednak pod wieloma względami. Zastanawiając się, w który fundusz lepiej
zainwestować - polski czy zagraniczny, dobrze jest zapoznać się z tymi różnicami i rozważyć wszelkie plusy i minusy z nich wynikające.
Nie ma nic za darmo
Podstawową sprawą są koszty. Polskie fundusze nie należą niestety do najtańszych. Przeciętnie wynagrodzenie za zarządzanie jest w ich przypadku dwukrotnie wyższe od zagranicznej konkurencji. Widoczne
jest to zwłaszcza przy produktach o agresywnych politykach inwestycyjnych. Pod tym względem funduszom zagranicznym należy więc postawić sporego plusa. W długim terminie ten koszt ma szczególne
znaczenie i może w znacznym stopniu zaważyć na potencjalnych, przyszłych stopach zwrotu.
Fundusze zagraniczne a fundusze krajowe - plusy i minusy
| Cecha | fundusze zagraniczne | fundusze krajowe |
| Opłata za zarządzanie | + | - |
| Opłata manipulacyjna | - | + |
| Oferta strategii inwestycyjnych | + | - |
| Korzyści podatkowe - odliczanie strat | + | - |
| Własnoręczne rozliczanie podatku | - | + |
| Ryzyko kursowe | - | + |
| Minimalne wpłaty | - | + |
| Akumulacja wpłat | - | + |
| Czas realizacji zleceń | - | + |
Plusem po stronie krajowych instytucji z pewnością są opłaty manipulacyjne ponoszone przy dokonywaniu operacji na jednostkach uczestnictwa (nabycia, umorzenia, konwersje). W ich przypadku istnieje
zawsze kilka możliwości zmniejszenia kosztów, np. dzięki promocjom czy akumulacjom wpłat. W przypadku części funduszy istnieje nawet możliwość całkowitego uniknięcia konieczności ponoszenia tych
opłat, jeśli tylko skorzysta się z określonego kanału dystrybucji (najczęściej chodzi o internetowe systemy transakcyjne banków lub strony towarzystw funduszy inwestycyjnych).
Szczególną uwagę trzeba zwrócić na wspomnianą akumulację wpłat. Generalnie zasada jest taka, że prowizje maleją wraz ze wzrostem wartości dokonywanych operacji. Plusem polskich funduszy jest to,
że uwzględniają przy tym także kapitał już w funduszu zgromadzony. Zatem jeśli wpłacamy do funduszu 500 zł, a z wcześniejszych uzbierało się już w nim w sumie 20 tys. zł, to prowizję zapłacimy taką,
jaka w tabeli opłat obowiązuje dla przedziału zawierającego owe 20 tys. zł, a nie 500 zł. Z czasem może to oznaczać obniżkę prowizji o dobrych kilka punktów procentowych.
Fundusze zagraniczne mniej korzystnie wypadają też pod względem wysokości minimalnych jednorazowych wpłat, które w większości sięgają 1000-, 2500- czy nawet 5000 dolarów lub euro. W przypadku
polskich produktów inwestowanie można rozpocząć najczęściej już od 100-, czy wręcz 50 zł! Są więc znacznie niższe, a zatem o wiele bardziej dostępne dla drobnych inwestorów, rozpoczynających dopiero
akumulowanie kapitału.
Podatki płacić trzeba (niestety)
Znaczne różnice zachodzą też w kwestiach związanych z podatkiem od wypracowanych zysków. Zasadniczo oczywiście płaci się go i w jednym, i w drugim przypadku - są jednak różnice formalne. Klienci
polskich funduszy nie muszą zawracać sobie tym głowy, bowiem płatnikiem podatku, odpowiedzialnym za jego naliczenie i odprowadzenie, jest TFI. Cała operacja odbywa się więc bez udziału uczestnika
funduszu - po złożeniu dyspozycji na jego konto trafia kwota pomniejszona już o wartość podatku, jeśli oczywiście był on należny.
Powyższą zasadę z jednej strony można zapisać po stronie plusów, bo nie wymaga jakiegokolwiek zaangażowania ze strony inwestora. Z drugiej jednak strony jest to dla niego sporym minusem, bo
pozbawia go możliwości odliczania strat od ewentualnych przyszłych zysków, jak to jest w przypadku indywidualnych inwestorów giełdowych. I tu dużą przewagę zyskują fundusze zagraniczne.
W ich przypadku płatnikiem odpowiedzialnym za naliczenie i odprowadzenie podatku jest inwestor. Wymaga to oczywiście poświęcenia czasu - tym więcej, im więcej dokonywaliśmy w ciągu roku
transakcji. Wszystko trzeba samemu policzyć na podstawie potwierdzeń dokonywanych operacji, oczywiście biorąc pod uwagę odpowiednie kursy walutowe. Niekiedy może okazać się to bardzo kłopotliwe. Ten
wysiłek może być jednak z powodzeniem zrekompensowany przez potencjalne korzyści podatkowe. Coś za coś.
Walutowa huśtawka
Niezwykle istotną cechą funduszy zagranicznych, której nie posiadają fundusze przyjmujące wpłaty i inwestujące w złotych, jest ryzyko walutowe. Wynika ono z faktu, że w celu wpłacenia do funduszu np.
dolarów, musimy je kupić, płacąc określoną rynkową cenę. Wychodząc z inwestycji otrzymujemy dolary, które następnie wymieniamy na złote po aktualnym kursie, który - biorąc pod uwagę możliwe wahania
cen walut - może być diametralnie różny od kursu kupna.
Załóżmy, że wpłacasz do funduszu 5 tys. USD (dla uproszczenia pomijamy prowizje). Kurs USD/PLN wynosi 3,5 zł, zatem na zakup dolarów potrzebujesz 17,5 tys. zł. Po roku decydujesz się wycofać
pieniądze, bo fundusz nie spełnił Twoich oczekiwań, a stopa zwrotu w tym czasie wyniosła 0%. Aktualny kurs USD/PLN wynosi jednak 3 zł. Oznacza to, że wypłacane 5 tys. USD po przeliczeniu będzie warte
tylko 15 tys. zł. Twoja stopa zwrotu z tej inwestycji wyniesie zatem -14,3%, czyli dokładnie tyle, o ile złoty umocnił się wobec dolara. Oczywiście osłabienie złotego działałoby na Twoją korzyść. No,
ale na tym właśnie polega dodatkowe ryzyko, które jako takie należy zapisać po stronie minusów funduszy zagranicznych.
Stosunkowo niewielką, ale jednak niedogodnością, jest także czas realizacji zleceń. W przypadku funduszy zagranicznych jest on przeciętnie o dzień lub dwa dłuższy.
No i kwestia najważniejsza, czyli wyniki. W tym przypadku niestety pojawia się kłopot w postaci stosunkowo krótkiej historii polskich funduszy inwestujących za granicą i niewielkich możliwości
porównawczych. Dlatego w poniższej tabeli znajduje się porównanie tylko wybranych funduszy akcji amerykańskich, które jako stopę odniesienia (benchmark) obrały ten sam indeks S&P 500.
Porównanie funduszy akcji amerykańskich - zagraniczne i polskie
| Fundusze zagraniczne | rok | 3 lata | 5 lat |
| BlackRock Global Funds - US Basic Value Fund | -38,4% | -36,9% | -26,7% |
| Skandia US All Cap Value Fund | -43,5% | -40,4% | -30,0% |
| Fundusz polski | rok | 3 lata | 5 lat |
| Pioneer Akcji Amerykańskich FIO (USD) | -39,5% | -39,9% | -28,8% |
Źródło: www.skandia.pl, Analizy Online; stopy zwrotu w USD; na koniec marca 2009 r.
Zaprezentowane wyniki to oczywiście tylko wycinek rynku, bo jest jeszcze szereg innych kategorii. Wyśmienicie jednak ilustrują ogólnie panującą tendencję. Otóż wyniki funduszy o podobnych
politykach inwestycyjnych, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzą, są do siebie zbliżone. Wniosek z tego taki, że przy standardowych produktach nie ma większego znaczenia dla oczekiwanych
wyników, czy funduszem akcji amerykańskich zarządza firma z siedzibą w USA czy w Polsce. Tym bardziej, że przy zjawisku globalizacji, łatwości komunikacji i fakcie, że większość polskich firm
inwestycyjnych należy do międzynarodowych grup finansowych, ewentualne różnice jakościowe w zarządzaniu uległy zatarciu. W ofercie funduszy zagranicznych kuszącymi propozycjami dla polskiego
inwestora są więc raczej fundusze o konkretnych specjalizacjach (sektorowych czy geograficznych), jakich w ofercie krajowych TFI - przynajmniej na razie - nie ma.
Bernard Waszczyk
analityk Open Finance