Pamiętaj o 3 razy O - czy mamy bańkę na złocie?
Inwestując warto pamiętać o zasadzie "3 razy O". Należy być obeznanym (rozumieć instrumenty w które się inwestuje), opanowanym (nie kupować i nie sprzedawać pod wpływem emocji)
i ostrożnym (uważać na oszustów, których niestety nie brakuje). Ponad 90 tys. zł wyłudził od kilkudziesięciu osób internetowy oszust sprzedając na Allegro monety. Zamieszczał w Internecie zdjęcia
starych kolekcjonerskich monet i sprzedawał je po kilka tysięcy złotych, mimo, że tak naprawdę wcale ich nie miał. Sprawa się wydała, grozi mu więzienie, ale kto stracił pieniądze już ich nie
odzyska. Na okazje trzeba uważać. W ostatnim czasie mówi się, że dobrą okazją inwestycyjną jest złoto. Okazuje się jednak, że tutaj też trzeba uważać, może nie tyle na oszustów, ile na sytuację na
rynkach. Czy mamy bańkę na złocie? Poznaj opinię eksperta.
Inwestując warto pamiętać o zasadzie "3 razy O". Należy być obeznanym (rozumieć instrumenty w które się inwestuje), opanowanym (nie kupować i nie sprzedawać pod wpływem emocji) i ostrożnym
(uważać na oszustów, których niestety nie brakuje). Ponad 90 tys. zł wyłudził od kilkudziesięciu osób internetowy oszust sprzedając na Allegro monety. Zamieszczał w Internecie zdjęcia starych,
kolekcjonerskich monet i sprzedawał je po kilka tysięcy złotych, mimo, że tak naprawdę wcale ich nie miał. Sprawa się wydała, grozi mu więzienie, ale kto stracił pieniądze już ich nie odzyska. Na
okazje trzeba uważać. W ostatnim czasie mówi się, że dobrą okazją inwestycyjną jest złoto. Okazuje się jednak, że tutaj też trzeba uważać, może nie tyle na oszustów, ile na sytuację na rynkach. Czy
mamy bańkę na złocie? Poznaj opinię eksperta.
Maciej Bitner
Wealth Solutions
O bańce spekulacyjnej mówimy wtedy, gdy cena aktywa rośnie wyłącznie lub przede wszystkim dlatego, że inwestorzy spodziewają się w przyszłości dalszych wzrostów. Wiele mogłoby wskazywać, że z taką
sytuacją mamy obecnie do czynienia na rynku złota.
Od 2008 r. w związku z wysoką ceną szlachetnego metalu, spada jego zużycie w przemyśle jubilerskim, jak i w innych branżach. Rośnie za to zapotrzebowanie ze strony inwestorów - w 2007 r. stanowiło
19% popytu, a w 2008 już 30%. O jedną czwartą, do 320 ton wzrósł popyt ze strony ETF (funduszy inwestujących w fizyczne złoto bez użycia dźwigni). Ta tendencja zdecydowanie nasiliła się w pierwszych
miesiącach 2009 r.
Do ETF-ów napłynęło od stycznia już 470 ton, czyli 150 ton więcej niż w całym 2008 r. Całkowity zasób złota zgromadzonego w tych funduszach przekroczył niedawno 1500 ton. Największy z nich - SPDR
Gold Trust jest już 6 na świecie posiadaczem złota - ma go więcej niż szwajcarski bank centralny. Import zaś ze strony krajów tradycyjnie kupujących duże ilości złota, przeznaczanego na wyroby
jubilerskie, drastycznie się zmniejszył na skutek kryzysu i wysokiej ceny metalu.
Indie, największy konsument kruszcu, które w pierwszym kwartale 2008 r. zaimportowały 62 tony, w pierwszych 3 miesiącach 2009 r. sprowadziły jedynie 2 tony. W kwietniu nastąpiło pewne ożywienie,
ale liczba 400 ton zaimportowanych w zeszłym roku wydaje się zupełnie nierealna. Podobna sytuacja ma miejsce w Turcji.
Przeciwko cenie złota działa też, pierwszy od 4 lat, wzrost produkcji, o skromne 0,9%, a także zapowiedziana na szczycie G20 sprzedaż złota z rezerw MFW. Fundusz ma upłynnić kruszec za sumę 6
miliardów dolarów, czyli przy dzisiejszej cenie ponad 200 ton, na przestrzeni najbliższych 3 lat.
Dlaczego w takim razie inwestorzy masowo kupują aktywo, które generuje koszty (m.in. magazynowania) nie dając żadnych przychodów? Najczęściej wymienianym argumentem za dalszym wzrostem ceny złota
jest spodziewany wzrost światowej inflacji związany z działaniami banków centralnych i rządów zmierzających do złagodzenia skutków kryzysu oraz możliwą monetaryzacją zadłużenia w gospodarkach
zachodnich (szczególnie amerykańskiej).
Nie są to sprawy błahe - niektóre działania banków centralnych napawają poważnym niepokojem, jak choćby, niespotykany od II wojny, zakup obligacji skarbowych przez Fed. Dlatego nie można
powiedzieć, że na złocie mamy po prostu bańkę, gdyż oczekiwania wzrostu jego ceny mają mocne fundamenty.
Perspektywa zagrożenia inflacyjnego jest jednak odleglejsza w czasie niż wielu inwestorów na rynku złota się spodziewa. Prognozy inflacji czy to banków, czy to wzięte z rynku obligacji, wskazują,
że w najbliższych 2 latach utrzyma się ona na poziomie poniżej 1%. Taki obrót spraw może zniechęcić świeżych nabywców złotych certyfikatów i wywołać gwałtowny odpływ środków z ETF-ów nagromadzonych w
czasach kryzysu. Tak stać się może szczególnie wtedy, gdyby ożywienie gospodarcze nadeszło szybciej, co zachęciłoby inwestorów do kupna innych aktywów.
Nie widzę więc perspektyw dla wzrostu ceny złota w krótkim terminie. Spodziewałbym się raczej jej spadku do poziomu ok. 800 dolarów za uncję. Nie oznacza to jednak, że złoto w dłuższym okresie
okaże się złą inwestycją. Gdy ceny nieco się obniżą, ożywi się popyt jubilerski, przez co ryzyko większych spadków jest poważnie ograniczone. Wyprzedaż rezerw MFW będzie zaś co najmniej zrównoważona
zakupami ze strony banków centralnych innych krajów min. Rosji, Wenezueli i Ekwadoru.
Z kolei spadek deficytu handlowego Stanów zjednoczonych powoduje, że kraje ościenne będą miały mniej środków na zakup amerykańskiego długu, co przy gwałtownie rosnących potrzebach pożyczkowych
wymusi na Rezerwie Federalnej dalsze zakupy obligacji, co prędzej czy później wywoła presję inflacyjną. Nie wierzę przy tym obietnicom Bena Bernanke, że jak tylko kryzys finansowy dobiegnie końca,
ściągnie z rynku nadmiar podaży pieniądza. Z tą bowiem jest trochę jak z pastą w tubce - łatwo jest nacisnąć, by wyszła, ale trudno umieścić ją tam z powrotem.