Strzał w dziesiątkę - na czym zarobili inwestorzy w ostatnim czasie?
Surowce w przeciwieństwie do rynków akcji w latach 2000-2009 okazały się strzałem w dziesiątkę. Droższa ropa naftowa czy miedź przełożyły się na wzrost inflacji, ale nawet po jej uwzględnieniu na surowcach trudno było stracić. Najwięcej dało zarobić złoto.
10 lat temu analitycy rekomendowali akcje, jako inwestycje o największym długoterminowym potencjale zysku. Po dekadzie okazało się, że prognozy bazujące na prostym kopiowaniu historycznego zachowania indeksów giełdowych na kolejne okresy, rozminęły się z rzeczywistością. W latach 2000-2009 strategia „kup i trzymaj” przyniosła ponad 20% straty inwestorom, którzy wybrali zdywersyfikowany portfel amerykańskich akcji. Nawet po uwzględnieniu dywidend i pominięciu działania inflacji, każdy dolar ulokowany na rynku akcji po 10 latach wart był mniej niż na początku 2000 r.
Dopiero z perspektywy czasu widać, które rynki są mocno przegrzane, a które niedowartościowane. U progu XXI wieku spółki technologiczne przyciągały na giełdy rzeszę inwestorów, lecz tzw. internetowa bańka pękła, gdy wiosną 2000 r. zaczęło brakować świeżego kapitału gotowego kupować obietnice i prognozy wyssane z palca. Gdyby okres obserwacji przesunąć o 2 lata w którąkolwiek stronę, stopy zwrotu z inwestycji w akcje po 10 latach wyglądałyby imponująco i teza o „straconej dekadzie” nie obroniłaby się.
Dekada surowców
W co zatem opłacało się inwestować pieniądze w latach 2000-2009? Dzisiaj możemy już stwierdzić, że właściwie we wszystko tylko nie w akcje. Ktoś, kto pod koniec ubiegłego stulecia głosił podobną tezę, w najlepszym wypadku został kompletnie zignorowany, ewentualnie uznano go za nieszkodliwego klauna. Fakty mówią jednak same za siebie: obligacje rządowe dały zarobić blisko 90%, nieco więcej zyskały na wartości bardziej ryzykowne obligacje korporacyjne, natomiast strzałem w dziesiątkę okazały się surowce.
Nominalne i realne stopy zwrotu z inwestycji w wybrane klasy aktywów w latach 2000-2009
Źródło: Bloomberg.
Aktywa | Nominalna stopa zwrotu | Realna stopa zwrotu |
Obligacje rządowe | 88% | 49% |
Obligacje korporacyjne | 91% | 51% |
Ropa naftowa | 189% | 130% |
Surowce – szeroki rynek | 257% | 184% |
Złoto | 281% | 203% |
Od początku roku 2000 do końca grudnia 2009 r., szeroki indeks rynku surowców wzrósł aż o 257%. Duży udział w wypracowaniu tak spektakularnej stopy zwrotu miał systematyczny wzrost cen energii – ropa naftowa podrożała w analizowanym okresie o blisko 190%, jednak zdecydowanym hitem ostatnich 10 lat okazało się złoto.
Każde 1000 USD ulokowane w ten metal szlachetny w 2000 r. warte było pod koniec roku 2009 ok. 2800 USD. W tym miejscu warto przypomnieć, że w świecie inwestycji nie ma darmowego lunchu – wyższe zyski uzyskują najczęściej ci, którzy godzą się na ponadprzeciętne ryzyko.
Czy znasz już „Pieniądze & Inwestycje”?
Kliknij tutaj i zobacz jakie porady i wskazówki znajdziesz w styczniowym numerze
Jeśli chcesz przeczytać te artykuły, możesz zamówić swój pierwszy darmowy numer za darmo i sam zdecydować, czy chcesz być stałym Czytelnikiem miesięcznika
Zamów pierwszy darmowy numer
Kliknij tutaj i zobacz jakie porady i wskazówki znajdziesz w styczniowym numerze
Jeśli chcesz przeczytać te artykuły, możesz zamówić swój pierwszy darmowy numer za darmo i sam zdecydować, czy chcesz być stałym Czytelnikiem miesięcznika
Zamów pierwszy darmowy numer
Rynki wschodzące kupują więcej
Łatwo powiedzieć, że kluczem do sukcesu jest kupić coś tanio i sprzedać drożej, ale konia z rzędem temu, kto w praktyce trafnie przewidzi kilku czy nawet kilkunastoletnie trendy. Po kryzysie naftowym z lat 70. ubiegłego stulecia, przez około 30 lat na rynkach surowcowych ceny na przemian rosły i spadały po kilkanaście procent i mówiąc językiem niektórych ekonomistów: dominował trend boczny.
Wybicie cen w górę, które obserwowaliśmy przez ostatnich kilka lat, odzwierciedla przede wszystkim szersze zmiany w światowej gospodarce. W tym okresie środek ciężkości przenosił się z dojrzałych rynków (USA, Japonia czy Europa Zachodnia), których PKB rosło maksymalnie o 2-3% rocznie, w stronę niedoszacowanych rynków wschodzących, o znacznie większym potencjale wzrostu. Popyt na surowce, zgłaszany np. przez Chiny, nie tyle zastępował zapotrzebowanie z rynków rozwiniętych, bo te choć w wolniejszym tempie, ale ciągle rosły, co stopniowo do niego dołączał.
Powrót do średniej
Zawsze można kwestionować jakość danych, na podstawie których analityk wyciąga wnioski – Amerykanie mają nawet na tę okoliczność powiedzenie „garbage in, garbage out”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy ‘śmieci wchodzą, śmieci wychodzą’. Im dłuższy okres analizy, tym większe prawdopodobieństwo, że wyciągnięte wnioski będą zbyt ogólne i pozbawione praktycznego zastosowania. Obserwując ceny surowców rosnące mocno w ciągu ostatniej dekady, można stwierdzić, że w parze z innowacyjnymi instrumentami pochodnymi (opcje na kontrakty na waluty, obligacje oparte o kredyty hipoteczne sprzedawane pakietami) świat finansjery coraz większym zaufaniem darzył twarde, namacalne towary, jak ropa czy miedź.
Ktoś rozpoczynając dziś inwestycję o dziesięcioletnim horyzoncie czasowym, np. w fundusz rynku złota powinien liczyć się z faktem, że być może startuje z podobnych poziomów, jak rynki akcji w 2000 r Jeżeli po ostatniej dekadzie można postawić tezę, która obroni się w ciągu najbliższych kilku czy kilkunastu lat, to będzie to stwierdzenie, że rynki wracają do długoterminowych średnich. Najlepiej zawsze można zarobić na aktywach, których wykresy przypominają hiperbolę, ale im bardziej staje się to widoczne, tym większa szansa, że będziemy ostatnimi, którzy gaszą światło.