Najlepszy czas na inwestycje w wino - rozmowa z Krzysztofem Maruszewskim, prezesem spółki Stilnovisti
Zielona Góra, jako jedyne w naszym kraju miasto z tradycjami winiarskimi, nazywana jest polską stolicą wina. Podobno pierwsze udokumentowane historyczne informacje o uprawie
winorośli i produkcji wina w tym regionie pochodzą aż z 1314 r. Na całym świecie od wieków wino uważane było za szlachetny napój, którym początkowo raczyli się wyłącznie zakonnicy. Dopiero później,
po wielu latach uprawą winogron, a co za tym idzie - degustacją wina mógł zajmować się zwykły lud. Obecnie winnice na całym świecie zajmują około 8 mln ha i nadal te najlepsze wina, ze względu na
ceny, są w zasięgu możliwości tylko nielicznych. Podobno aż 23 tys. dolarów kosztuje butelka najdroższego, zdatnego do picia wina Montrachet, Domaine de la Romanée-Conti, rocznik 1978. Wino może być
więc nie tylko ucztą dla podniebienia, ale i ciekawą inwestycją. Czy teraz jest dobry czas na inwestycje w wino? Zachęcam Cię do przeczytania rozmowy z Krzysztofem Maruszewskim, prezesem spółki
Stilnovisti, zajmującej się doradztwem inwestycyjnym w tej dziedzinie.
Zielona Góra, jako jedyne w naszym kraju miasto z tradycjami winiarskimi, nazywana jest polską stolicą wina. Podobno pierwsze udokumentowane historyczne informacje o uprawie winorośli i
produkcji wina w tym regionie pochodzą aż z 1314 r. Na całym świecie od wieków wino uważane było za szlachetny napój, którym początkowo raczyli się wyłącznie zakonnicy. Dopiero później, po wielu
latach uprawą winogron, a co za tym idzie - degustacją wina mógł zajmować się zwykły lud. Obecnie winnice na całym świecie zajmują około 8 mln ha i nadal te najlepsze wina, ze względu na ceny, są w
zasięgu możliwości tylko nielicznych. Podobno aż 23 tys. dolarów kosztuje butelka najdroższego, zdatnego do picia wina Montrachet, Domaine de la Romanée-Conti, rocznik 1978. Wino może być więc nie
tylko ucztą dla podniebienia, ale i ciekawą inwestycją. Czy teraz jest dobry czas na inwestycje w wino? Zachęcam Cię do przeczytania rozmowy z Krzysztofem Maruszewskim, prezesem spółki Stilnovisti,
zajmującej się doradztwem inwestycyjnym w tej dziedzinie.
Kryzys na rynkach finansowych, a w konsekwencji trudna sytuacja na światowych giełdach zmuszają inwestorów do poszukiwania alternatywnych, ciekawych form inwestycji. Czy, Pana zdaniem,
teraz jest dobry moment na inwestowanie w wino?
Tak, aktualnie jest najlepszy czas na tego rodzaju inwestycje, ponieważ ze względu na kryzys na rynkach finansowych wielu inwestorów sprzedaje wina, które kupili w okresie prosperity, a tym samym
ceny win bardzo się obniżyły. Ponadto winnice, które przygotowują się w tym momencie do opcji en primeur (sprzedaż wina jeszcze niezabutelkowanego, które leżakuje w beczkach z terminem odbioru za ok.
1,5 roku), mocno obniżyły wyceny swoich win, czasem nawet o 30-40%. Winnice obawiają się wyników sprzedaży w 2009 r. i dlatego postawiły na bardzo niską wycenę opcji en primeur.
Jakie wina, z jakich regionów warte są uwagi inwestora?
Oprócz kupna wina en primeur, można kupić także skrzynki wina z lat 1986-2006. Obecnie ze względu na spadki na tym rynku, szczególnie w segmencie win najdroższych, możliwe jest nabycie bardzo
atrakcyjnych pozycji w cenach sprzed kilkunastu miesięcy. Najlepszymi inwestycjami pozostają czerwone wina francuskie z regionu Bordeaux oraz wina burgundzkie. Te pierwsze stanowią ponad 95%
wszystkich inwestycji w wina na świecie. Przede wszystkim ze względu na fakt, że najlepiej się starzeją, a ich produkcja jest ściśle określona.
Na co należy zwrócić uwagę, aby taka inwestycja rzeczywiście miała sens?
Zawsze istotne są oceny krytyków danego wina, a dodatkowo stosunek tych ocen do ceny wina. Jednocześnie warto, aby inwestor miał na uwadze, iż ze względu na sytuację gospodarczą na świecie
konsumpcja win najdroższych (40-100 tys. zł za skrzynkę 12-butelkową) zdecydowanie spadła. A więc lepszą inwestycją są wina w przedziale 15-20 tys. zł za skrzynkę. Wina te wykazywały zresztą
tendencję wzrostową nawet w ostatnim okresie nasilonego kryzysu na rynkach finansowych.
A ile można na tych winnych inwestycjach zarobić? Na jakie zyski i za jaki czas może liczyć inwestor, który dziś zdecydowałby się zainwestować w wino?
Inwestycje w wino z zasady należy rozpatrywać w perspektywie 3-5 lat. Oczywiście były pozycje, które w okresie czerwiec 2007 r. - czerwiec 2008 r. osiągały wynik ok. 100% zysku. Jednak przy
założeniu, że np. czerwone wino z Bordeaux z 2005 r. posiada rekomendowany okres spożycia na 2035-2040 r., wzrost ceny tego wina będzie następował w skali kilku lat. Znaczne zmiany cen wina następują
kilka razy w roku, zwykle po ocenach wystawionych przez krytyków, w największym stopniu przez Roberta Parkera. W ostatnim półroczu ceny win mocno spadły, obecnie wiele z nich odrabia straty i widać
wyraźną tendencję wzrostową. Były jednak wina, które w ostatnim półroczu kryzysu zyskały 20% i więcej. Od początku tego roku możemy już obserwować przy niektórych pozycjach wzrosty 4-8% w skali
miesiąca. Niewątpliwie w najbliższych latach nie będzie mowy o zyskach sprzed kryzysu, kiedy niektóre wina uzyskiwały wynik ponad 620% zysku w skali 5 lat. Sądzę jednak, że w skali 3-5 lat na
inwestycji w wino będzie można zyskać 20-60% w skali roku.
Brzmi zachęcająco, ale przecież jest też - jak przy każdej inwestycji - jakieś ryzyko, z którym trzeba się liczyć Na co należy uważać?
Rynek wina jest odporny na zewnętrzne kryzysy. Ważnymi czynnikami, o których trzeba pamiętać, inwestując w wino, pozostają oceny krytyków, jakość konkretnego rocznika, jak również przechowywanie
wina. Aby więc inwestorzy za kilka lat mogli cieszyć się zyskami, nasza firma rekomenduje przechowywanie wina tylko w znanych w całej Europie piwnicach, które są gwarantem jakości przechowywanego
wina.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Dorota Siudowska-Mieszkowska