Złotówka - czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie na rynku walutowym?
Złotówka to piękna polana i niesamowity punkt widokowy w Karkonoszach niedaleko Białego Jaru. Jest to też atrakcyjny teren dla narciarzy. Dawno temu w tym miejscu poszukiwano
podobno złota i stąd nazwa. Dziś złota tam raczej nie znajdziemy, ale na pewno możemy się zrelaksować, szczególnie po stresach, jakich dostarcza nam złotówka. Od kilku dni osłabienie polskiej
waluty to temat numer 1 dla przedsiębiorców, kredytobiorców i inwestorów. Czy słaby złoty jest efektem spekulacyjnej gry zagranicznych instytucji finansowych? Czego możemy się spodziewać w
najbliższym czasie na rynku walutowym? Poznaj opinię eksperta.
Złotówka to piękna polana i niesamowity punkt widokowy w Karkonoszach niedaleko Białego Jaru. Jest to też atrakcyjny teren dla narciarzy. Dawno temu w tym miejscu poszukiwano podobno złota
i stąd nazwa. Dziś złota tam raczej nie znajdziemy, ale na pewno możemy się zrelaksować, szczególnie po stresach, jakich dostarcza nam złotówka. Od kilku dni osłabienie polskiej waluty to
temat numer 1 dla przedsiębiorców, kredytobiorców i inwestorów. Czy słaby złoty jest efektem spekulacyjnej gry zagranicznych instytucji finansowych? Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie
na rynku walutowym? Poznaj opinię eksperta.
Emil Szweda
analityk Open Finance
Spoglądając na rynek walutowy w kontekście innych rynków finansowych i wydarzeń w Polsce, bieżące osłabienie złotego (ostatnie 3 dni) nie znajduje żadnego wsparcia. Poprawa sentymentu na rynkach
finansowych widoczna we wzroście indeksów giełdowych w USA, Azji i Europie Zachodniej wskazywałaby raczej na możliwość korekty wzrostowej naszej waluty.
Cięcia wydatków budżetowych również są dla złotego korzystnym sygnałem - rząd nie będzie zwiększał deficytu, a zatem także i podaży obligacji skarbowych, co jest dla złotego dobrą wiadomością.
Jacek Rostowski - Minister Finansów - wspomniał wprawdzie, że plany MF zakładają pozyskanie ok. 155 mld zł z emisji obligacji, ale już wcześniej rynek zakładał, że będzie to ok. 160 mld zł, z czego
ok. 20 mld zł udało się już zgromadzić z emisji obligacji i bonów (w tym także aukcji zamiany obligacji) w styczniu. Rynek mógł co prawda grać pod zwiększenie deficytu budżetowego i emisji obligacji,
ale skoro rząd zdecydował się na cięcia wydatków, to problem częściowo staje się rozwiązany (częściowo, ponieważ dopuszcza się możliwość emisji obligacji przez podmioty zależne od skarbu państwa na
sfinansowanie wydatków infrastrukturalnych).
Jeśli więc osłabienie złotego nie ma związku z fundamentami ani sentymentem do rynków finansowych (nastawieniem do ryzyka), pozostaje możliwość spekulacyjnej gry pod osłabienie złotego. Nie można
wykluczyć istnienia opcji, których zapadalność przypada właśnie na najbliższy okres. Bank, który posiada opcje, może grać na osłabienie złotego, aby jak najwięcej na ich rozliczeniu skorzystać.
Problem w tym, że pozostajemy w sferze domniemań.
Gdyby chodziło o opcję zawartą między dwoma równymi podmiotami (bankami zagranicznymi), to gra pod osłabienie złotego powinna wywołać kontrakcję w celu obrony kursu (jeśli stawka opcji to
uzasadnia). Być może więc druga strona opcji jest zbyt rozproszona, by podjąć wspólną walkę - do takiego opisu jak pasują polskie przedsiębiorstwa, które sporo opcji walutowych zawierały (także je
wystawiając, a więc narażając się na zwiększone ryzyko).
Historia zna już takie przypadki, kiedy z powodu zapadalności dużych opcji rynek walutowy niespodziewanie zmieniał swoje oblicze w krótkim czasie. W maju 2006 r. izraelski przedsiębiorca Eliazar
Fischman wystawił opcję na kurs liry tureckiej przeciwko dolarowi kanadyjskiemu. W czasie trzech tygodni kurs liry spadł o 16% (bez uzasadnienia po stronie fundamentów), po czym powrócił do poziomu
wyjściowego, narażając Fishmana na gigantyczne straty wywołane z płatności za wykonanie opcji. Zwykle jednak tego typu przypadki nie są dokładnie badane (sprawa Fishmana wyszła na jaw tylko dlatego,
że wystawił opcje za pośrednictwem kontrolowanych przez siebie spółek giełdowych, o czym swego czasu rozpisywała się izraelska prasa).
Kredyty w CHF
Jeśli faktycznie mamy do czynienia ze spekulacyjnym atakiem na złotego, kredytobiorcy zadłużeni w walutach obcych nie mają powodów do zmartwień większych niż to, ile wyniesie ich najbliższa rata,
ponieważ w krótkim czasie rynek powinien wrócić do punktu równowagi (pytanie oczywiście, gdzie taki punkt się znajduje).
Od początku tygodnia kurs franka wzrósł już o prawie 5%, a od początku roku o ok. 16%. Zmiana kursu franka przekłada się proporcjonalnie na wysokość rat. Tym razem nie można już liczyć na
amortyzację wzrostu raty przez obniżki stóp w Narodowym Banku Szwajcarii, ponieważ możliwości dalszych obniżek już się niemalże wyczerpały (stopa trzymiesięcznego LIBOR-u spadła do 0,52%) z tej
prostej przyczyny, że już obecnie dolny przedział (SNB wyznacza przedział wahań LIBOR, a nie stopy procentowe w banku centralnym) wynosi 0%.
Znacznie gorzej byłoby, gdyby złoty tracił ze względu na fundamenty i mógł utrzymać się powyżej 3,11 zł przez dłuższy czas. Oznaczałoby to tylko tyle, że niemal każdy z 600 tys. Polaków, którzy
zdecydowali się na kredyt we frankach szwajcarskich, ma zadłużenie wyższe niż w momencie zaciągania kredytu (niemal, ponieważ część osób mogła swoje zadłużenie spłacić w całości lub dużej
części).
W najgorszej sytuacji są osoby, które decydowały się na zaciągnięcie kredytu w wakacje, kiedy kurs franka wynosił 2 zł (lub niżej). Od tego czasu wartość ich kredytu w przeliczeniu na złote
wzrosła (uwzględniając spread) o ponad 60%. Innymi słowy, ktoś kto pożyczył 500 tys. zł jest dziś winien 800 tys. zł.
O ile jednak pozostając przy franku jako walucie kredytu, kredytobiorca zapłaci o 15% więcej niż w sierpniu (gdyby nie obniżki stóp w Szwajcarii byłby to wzrost o 55%), to zamieniając ratę na
złote, musi liczyć się ze wzrostem raty o kolejne 80% - wynika to ze wzrostu kwoty zadłużenia i wyższego oprocentowania kredytów złotowych (plus podwyższonych obecnie marż). Do tego konieczne byłoby
powtórne oszacowanie zdolności kredytowej i przedstawienie odpowiedniego zabezpieczenia dla banku, jeśli aktualna wartość nieruchomości nie przystaje już do obecnej kwoty kredytu.
Jak zmieniają się raty kredytu w CHF po wzroście kursu i po przewalutowaniu?
| Kwot kredytu | Rata w sierpniu | Rata dziś | Zmiana % | Kwota kredytu po zmianie na złote | Rata | Zmiana |
| 100.000 zł | 512 zł | 591 zł | +15,4% | 164.300 zł | 1.067 zł | +80,5% |
Kredyt na 30 lat, raty równe. Uwzględniono spread 6%, wzrost kursu CHF z 2,0 do 3,10 zł, marżę kredytu 1,3 pkt proc. dla CHF i 2,0 pkt proc. dla zł.
Warto przy tym pamiętać, że wzrost kursu franka oznacza także kłopoty dla banków, które udzielały kredytów we frankach. Zdecydowana większość banków zdobywała finansowanie dla swojej akcji
kredytowej w walutach obcych za sprawą kontraktów SWAP. Wzrost kursu franka oznacza konieczność uzupełnienia tzw. collateral debt przez polskie banki. Skala oszacowania potrzeb banków jest złożona -
zależy od indywidualnych umów poszczególnych banków. Szacujemy jednak, że wzrost zadłużenia Polaków z tytułu kredytów hipotecznych
w samym tylko grudniu o 20 mld zł mógł odessać z polskiego systemu bankowego na collateral debts ok. 5 mld zł.
O ile jesienny wzrost kursu franka spowodował wzrost potrzeb pożyczkowych banków (stąd m.in. wojna depozytowa), o tyle obecnie polskie banki są najprawdopodobniej lepiej przygotowane do takich
ewentualności i powrotu do walki o depozyty nie należy się spodziewać.
Kredyty w złotówkach
W zgoła odmiennej sytuacji są posiadacze kredytów złotowych. Stopa WIBOR, która wyznacza podstawę oprocentowania tego rodzaju kredytów, spadła od października już o 200 pkt bazowych (2 pkt proc.),
a biorąc pod uwagę oczekiwania na kolejne cięcia, można spodziewać się, że przed końcem I półrocza oprocentowanie tego rodzaju kredytów - a zatem także i wysokość rat - znajdzie się na najniższym
poziomie w historii.
Zamiana kredytów złotowych na waluty może być posunięciem trafnym, choć nadal ryzykownym. Należy brać pod uwagę, że co prawda w najbliższych dniach sytuacja na rynku walutowym może się poprawić,
to w dłuższym terminie jest ona niepewna. W szczególności należy brać pod uwagę aspiracje Polski do członkowstwa w strefie euro i kurs przeliczenia złotych na euro. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest
doczekanie z kredytem złotowym co najmniej do momentu, w którym Polska wejdzie do strefy ERM2, a parytet wymiany zostanie wstępnie ustalony (dalsze zmiany będą mogły mieć już tylko korzystny
charakter dla kredytobiorców).