Czy korekta na rynkach wschodzących dobiegła końca?

Autor: Szymon Juszczyk

Dodano: 31 lipca 2018
foto1

Hossa 2016-2017 na rynkach wschodzących sprawiła, że wzrosty wielu indeksów z koszyka emerging markets niejednokrotnie przekraczały 50%. I choć wyniki w tak krótkim czasie wydają się być oszałamiające, to, gdyby przeanalizować historię, dojdziemy do wniosku, że miały one swoje uzasadnienie fundamentalne.

Umacniająca się amerykańska waluta w latach 2014-2015 zaatakowała rynki wschodzące z dwóch frontów. Po pierwsze mocny dolar przełożył się na spadek wartości walut, podwyższył lokalnie inflację i zmusił banki centralne wielu państw do podwyżek stóp procentowych. A to z kolei tłumiło wzrost gospodarczy. Po drugie wiele krajów zaklasyfikowanych do emerging markets jest znaczącymi eksporterami surowców. A ponieważ zdecydowana większość instrumentów surowcowych wyceniana jest w dolarze, ich wartość również spadała, powodując niższe przychody z eksportu i osłabiając lokalne gospodarki.

Skąd te spadki? Skąd te wzrosty?

Sytuacja diametralnie zmieniła się na początku 2016 roku, kiedy „zielonemu” zaczęło brakować paliwa do wzrostów. Dzięki temu kraje z koszyka rynków wschodzących zaczęły łapać oddech i makroekonomiczne koło poprawy zaczęło się rozkręcać. Umocnienie walut spowodowało spadek inflacji, co pozwoliło bankom centralnym zmienić politykę pieniężną. A niższe stopy procentowe i coraz wyższe wyceny surowców, przy rosnącej gospodarce światowej, wyraźnie poprawiły perspektywy gospodarcze w wielu tych krajach. Dzięki temu lokalne spółki odnotowywały solidne zyski, a inwestorzy mogli cieszyć się wysokimi stopami zwrotu.

Co spowodowało tegoroczną wyprzedaż?

Na początku roku rynki wschodzące zaczęły tracić na wartości wraz z przeceną obserwowaną na rozwiniętych giełdach w Europie, Azji i Ameryce. Jakiś czas później amerykański prezydent na poważnie rozpoczął swoją krucjatę przeciwko wszystkim, którzy „nieuczciwie” korzystają z amerykańskiego rynku. Dlatego powstały pomysły renegocjacji umów handlowych w ramach NAFTA i nałożenia ceł na import towarów z Chin czy Starego Kontynentu. To zaś spowodowało spadek apetytu na ryzyko.

Z drugiej jednak strony, mimo dość nieodpowiedzialnego zachowania amerykańskiego prezydenta, lokalna sytuacja gospodarcza zaczęła się wyraźnie poprawiać, w przeciwieństwie do tej obserwowanej w strefie euro. Coraz wyższe odczyty wyprzedzających indeksów PMI, bardzo dobre twarde dane makroekonomiczne oraz rosnąca dynamika inflacji nie umknęła przedstawicielom Rezerwy Federalnej, w związku z czym rynek zaczął coraz mocniej dyskontować scenariusz, w którym doszłoby do przyspieszenia tempa podwyżek stóp procentowych w USA. A to dało paliwa do umocnienia amerykańskiej waluty i przeceniło te z rynków wschodzących, powodując skutki makroekonomiczne, obserwowane w latach 2014-2015.

I to przede wszystkim z powodu umocnienia dolara inflacja w wielu krajach przyspieszyła (Indie, Brazylia, Turcja czy Indonezja), a banki centralne zmieniły nastawienie do polityki pieniężnej. W Brazylii zakończono cykl luzowania monetarnego w obawie przed nadmiernym osłabieniem reala, w Indiach rozpoczęto podnoszenie kosztu pieniądza i dokonywano interwencji na rynku walutowym, a w Rosji zatrzymano cykl obniżek. Spadły również wskaźniki wyprzedzające, a w wielu przypadkach twarde dane makroekonomiczne się pogorszyły. Czy jednak niemal 20% przecena akcji z koszyka rynków wschodzących rodzi szansę do okazyjnych zakupów?

Czas na zakupy?

Jak to zwykle na rynkach kapitałowych bywa jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Z jednej strony solidna korekta sprowadziła notowania indeksów do bardzo rozsądnych poziomów wycen – zdecydowanie niższych niż jeszcze pół roku temu. Z tej perspektywy rynki wschodzące wydają się być atrakcyjne.

Jednak z drugiej strony perspektywy wielu z tych gospodarek się zauważalnie pogorszyły. Moim zdaniem nie jest to jeszcze czas na jednoznaczne stwierdzenie, że warto w tej chwili kupić aktywa z rynków wschodzących, mimo ostatnio obserwowanego odbicia. A dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że czynniki ryzyka, które spowodowały spadek wycen w dalszym ciągu są aktualne. Dysproporcja w polityce pieniężnej między USA, a resztą świata się utrzymuje, inflacja w Stanach Zjednoczonych jest zauważalnie wyższa niż w pozostałych regionach, a i gospodarka amerykańska w dalszym ciągu pozostaje najmocniejsza. A do tego wojna handlowa, której, póki co końca jeszcze nie widać. Dlatego też moim zdaniem w tej chwili należałoby się jeszcze wstrzymać z podejmowaniem większego ryzyka inwestycyjnego, aczkolwiek zmiana nastawienia do emerging markets może nastąpić bardzo szybko. Jestem zdania, że o tym zadecyduje to w którym kierunku podąży EURUSD, który obecnie znajduje się w konsolidacji, która kształtem przypomina flagę.

Autor: Szymon Juszczyk Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami w RDM Wealth Management