Czy przecena tureckich aktywów ma szansę się zatrzymać? Wszystko w rękach Erdogana

Autor: Szymon Juszczyk

Dodano: 25 lipca 2018
turcja

Polityka prezydenta Turcji Receoa Erdogana jest nie do zaakceptowania przez inwestorów zagranicznych. Przez to tureckie aktywa przeżywają naprawdę ciężkie chwile. Lokalna waluta jest najsłabsza w historii, 10-letnie obligacje skarbowe najtańsze w historii, a główny indeks lokalnej giełdy w tym roku jest już ponad 21% „na minusie”, a od styczniowego jest już ponad 25% niżej.

Nieco ponad 2 lata temu wojsko dokonało zamachu stanu i próby obalenia prezydenta Erdogana. Jednak sposób przeprowadzenia puczu wielu komentatorom wydawał się nieco dziwny. Zagadek było wówczas mnóstwo, ale najważniejszy był efekt – prezydent pozostał na stanowisku. Nad Bosforem rozpoczęły się więc czystki, a Erdogan z rządzącą AKP rozpoczęli przygotowania do zmiany systemu politycznego z parlamentarnego na prezydencki. A to wymagało zmiany konstytucji.

Prace polegały nie tylko na stworzeniu ram instytucjonalnych, przygotowaniu nowych zapisów konstytucyjnych oraz ustaw, czy przekonywaniu obywateli do słuszności tej drogi, ale także na przeprowadzaniu „czystek”. Erdogan chciał, aby liczba jego przeciwników, która mogłaby mu w jakikolwiek sposób szkodzić, była możliwie jak najmniejsza. I tak prasie zabierano pozwolenia na funkcjonowanie, dziennikarzom utrudniano życie, zwolniono tysiące nauczycieli, sędziów, wojskowych, czy pracowników administracji publicznej.

Również polityka zagraniczna znacząco się zmieniła. Turecki prezydent coraz bardziej agresywnie atakował Kurdów w okolicach swoich granic, odwrócił się od Unii Europejskiej, zbliżył się do Rosji i zaczął się buntować w ramach NATO. A wszystko to by umocnić swoją władzę i poparcie wśród konserwatywnego elektoratu. Wiedział bowiem, że skupiając w koło swojej osoby konserwatywnych Turków, uda mu się wygrać referendum w sprawie konstytucyjnych zmian i wygrać następne wybory.

Erdogan sułtanem?!

Zgodnie z przepisami prawa jakie wprowadzono po zeszłorocznym referendum, zmiany ustroju miały zostać usankcjonowane po następnych wyborach parlamentarnych i prezydenckich. I choć pierwotnie miały się odbyć w 2019 roku, to pojawienie się problemów gospodarczych zmusiło obóz AKP do rozpisania przedterminowego plebiscytu, w którym Erdogan zwyciężył w pierwszej turze. Również koalicja AKP zapewniła sobie większość w parlamencie – choć ten po zmianach nie ma właściwie znaczenia. A dlaczego?

Wg nowych zapisów konstytucyjnych władza wykonawcza została przeniesiona z rąk parlamentarzystów do prezydenta. Stał się on szefem rządu i przywódcą państwa. Urząd premiera zniknął, ale pojawili się wiceprezydenci. Prezydent ma uprawnienia do tworzenia gabinetu ministrów (akcept parlamentu nie będzie wymagany), proponowania kształtu budżetu, ogłaszania stanu wyjątkowego, czy mianowania aż połowy sędziów Sądu Najwyższego. Ponadto ustalono, że jego kadencja będzie trwała 5 lat i możliwa będzie tylko jedna reelekcja.

To wszystko oznacza, że wg nowego ładu konstytucyjnego władza prezydenta jest bardzo szeroka, i co więcej, nie ma w niej mechanizmu kontrolnego, w postaci parlamentu. I m.in. to jest powodem, dla którego inwestorzy w dalszym ciągu wyprzedają lokalne aktywa.

Pierwsze decyzje określą kierunek?

Ostatnie kilkanaście lat sukcesów tureckiej gospodarki to przede wszystkim zasługa Erdogana – tego odmówić mu nie można. Tym niemniej jego zapędy autorytarne spowodowały, że została ona zepchnięta na drugi plan, a wzrost gospodarczy z ostatnich kwartałów był przede wszystkim kreowany kredytem. Jednak wielu obserwatorów oczekiwało, że gdy Erdogan dopnie swego i zasiądzie po raz kolejny w fotelu prezydenckim, wg nowej formuły, to zmieni dotychczasową retorykę. Jednak pierwsze jego decyzje potwierdzają, że prezydent zamierza kontynuować dotychczasową politykę. Ministrem finansów i skarbu mianował bowiem swojego zięcia i wydał dekret, w którym nadał sobie prawo wyboru szefa banku centralnego, skracając jednocześnie kadencję do 4 lat i uniemożliwiając wcześniejsze jego zwolnienie. To naturalnie się inwestorom nie spodobało, dlatego też  kapitał w dalszym ciągu z Turcji odpływa.

Inwestorzy nie mają litości

Polityka Erdogana jest nie do zaakceptowania przez inwestorów zagranicznych. Przez to tureckie aktywa przeżywają naprawdę ciężkie chwile. Lokalna waluta jest najsłabsza w historii, 10-letnie obligacje skarbowe najtańsze w historii, a główny indeks lokalnej giełdy w tym roku jest już ponad 21% „na minusie”, a od styczniowego jest już ponad 25% niżej.

Efekt tego jest taki, że w Turcji jest olbrzymia inflacja i bardzo wysokie stopy procentowe (dopiero od niedawna – wcześniej bank centralny „bał się” interweniować). Czy Turcja zmierza więc w kierunku Argentyny?

Co dalej z gospodarką, walutą, obligacjami i akcjami?

Lokalna gospodarka jest właściwie uzależniona od zagranicy. Wysoki poziom zagranicznego zadłużenia, niemal 100% importu ropy naftowej i powiększający się deficyt na rachunku bieżącym to główne problemy lokalnej gospodarki, z których w dużej części wynika słabość waluty i coraz wyższy poziom inflacji. Aby sytuacja mogła się ustabilizować Turcja potrzebuje politycznego spokoju i prorynkowej retoryki. Biorąc jednak pod uwagę pierwsze dni urzędowania prezydenta, jest w tej chwili bardzo mało prawdopodobne, aby sytuacja mogła ulec zmianie. W związku z czym trudno oczekiwać, że przecena tureckich aktywów w średnim terminie się zatrzyma. Trzeba jednak pamiętać, że po tak dużych spadkach (mam tu na myśli głównie obligacje i walutę), gdyby pojawiło się choć niewielkie światełko w tunelu, potencjał do solidnych zysków będzie naprawdę ogromny. Aczkolwiek w tej chwili lepszym rozwiązaniem wydaje się być trzymanie od Turcji z daleka.

I wiele wskazuje na to, że nasi rodzimi inwestorzy właśnie taką strategię stosują, co pokazują dane Analiz Online, wg których w funduszach akcji tureckich znajdują się w tej chwili aktywa o wartości przekraczającej 150 ml zł, podczas gdy jeszcze w 2014 roku było to ponad 475 mln.

Autor: Szymon Juszczyk Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami w RDM Wealth Management