Na GPW jest tanio. Czas na zakupy?

Autor: Szymon Juszczyk

Dodano: 26 września 2018
ludzik idzie po ścieżce strzałce idącej w górę

Warszawski parkiet w 2018 roku nie ma najlepszej passy. Na początku roku globalny wzrost awersji do ryzyka i wyprzedaż aktywów ryzykownych nie ominęła GPW. Później problemem dla całego koszyka rynków emerging markets stał się coraz silniejszy dolar. Ostatnio zaś niedźwiedziom z pomocą przyszła kwestia GetBack i aresztowanie dwóch byłych członków zarządu Altus TFI. Wszystko to spowodowało, że na GPW zrobiło się podobno bardzo tanio. Ale czy to dobry czas na zakupy?

Co to znaczy, że w Warszawie jest tanio?

Wielu zarządzających obecnych na polskim rynku już od jakiegoś czasu sugeruje, że akcje na warszawskiej giełdzie są tanie lub bardzo tanie. Często przy tej okazji pada również stwierdzenie, że to jest dobry moment do zakupów. I w tym punkcie warto sobie uzmysłowić co tak naprawdę kryję się pod tym stwierdzeniem. Otóż jakiekolwiek opinie czy przekonania o tym, że na rynku jest tanio lub drogo odnoszą się przede wszystkim do wycen historycznych. Co oznacza, że historycznie rzecz ujmując wskaźniki ceny do wartości księgowej, ceny do zysku, ceny do sprzedaży czy ceny względem jakiejś kilkuletniej średniej są atrakcyjne. Jednak za taką oceną kryją się pewnego rodzaju problemy. Po pierwsze polski rynek wygląda dziś zupełnie inaczej niż chociażby 5 czy 10 lat temu. Po drugie wspomniane wskaźniki w części odnoszą się do wartości księgowych, które w okresie czasu, na skutek zmian w przepisach, mogą się zmieniać. Po trzecie zaś to nie oznacza, że wyceny polskich spółek, z jakiś powodów nie mogą dalej spadać. Abstrahując jednak od tych wątpliwości, czy rzeczywiście, biorąc pod uwagę historyczne dane, akcje na polskiej giełdzie są w tej chwili tanie?

Czy rzeczywiście jest „tanio”?

Przekonajmy się czy rzeczywiście relatywne wyceny spółek z warszawskiej giełdy są w tej chwili niskie i z punktu widzenia długoterminowego inwestora są atrakcyjne. Poniższy wykres prezentuje wartość wskaźników P/E(cena do zysku na akcję) oraz P/BV(cena do wartości księgowej na akcję) dla indeksu WIG20 na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Powyższy wykres pokazuje, że relatywna wartość spółek z indeksu WIG20 nie jest aż tak bardzo atrakcyjna. Sugerując się wskaźnikiem P/E ostatni raz podobny poziom można było zaobserwować na początku 2018 roku i na przełomie 2015 i 2016 roku. Sugerując się natomiast wskaźnikiem P/BV przekonamy się, że podobny poziom wycen co obecnie można było odnotować (poza tegorocznymi przypadkami) nie dawniej jak w maju ubiegłego roku. Moim zdaniem więc jednoznaczne stwierdzenie, że spółki z WIG20 są tanie jest dosyć naciągane. A co z mniejszymi i średnimi spółkami?

W przypadku indeksu 40 średnich spółek wskaźnik ceny do zysku po oraz ostatni na bieżącym poziomie można było odnotować w czerwcu 2016 roku, podobnie jak w przypadku wartość wskaźnika P/BV. Również i w tym wypadku nie są to poziomy, których dawno na rodzimym parkiecie nie obserwowaliśmy. A segment małych spółek?

Tu sytuacja jest nieco odmienna. Gdyby spojrzeć na wskaźnik cena do zysku to przekonamy się, że obecny poziom na indeksie sWIG80 był ostatnio zaobserwowany pod koniec 2012 roku. Jeżeli chodzi wartość księgową to najmniejsze polskie spółki zgrupowane w indeksie sWIG80 były na obecnym poziomie ostatni raz na przełomie 2014 i 2015 roku. Czy więc taki obraz naszego rynku pozwala używać stwierdzenia, że na warszawskiej giełdzie jest tanio?

Moim zdaniem tak postawiona teza jest zbyt daleko idącym wnioskiem. Wskaźniki relatywnej wyceny dla największych polskich spółek nie są jakoś szczególnie atrakcyjne, podobnie jak te dla mWIG40. Natomiast jeżeli chodzi o najmniejsze spółki to rzeczywiście obecnie ich relatywna wycena z perspektywy długoterminowego inwestora wydaje się być atrakcyjna. Zwłaszcza, że pamiętajmy, że mówimy o całym indeksie. Gdyby przeprowadzić selekcję to okaże się, że spośród 120 małych i średnich spółek można byłoby wybrać sporo łakomych kąsków, na które również, biorąc pod uwagę tylko wskaźniki, można trafić w przypadku indeksu WIG20.

Tanie w długim terminie i selektywnie, ale…

Relatywna wycena spółek na podstawie wskaźników jest szybkim i łatwym z analitycznego punktu widzenia narzędziem. Natomiast trzeba z niego korzystać z głową i mieć w świadomości przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze dane dotyczą przeszłości. Po drugie oba wskaźniki związane są z wielkościami księgowymi, którymi można manipulować. Używając obu wskaźników trzeba pamiętać o ich ograniczeniach i mimo wszystko głębiej skupić się na działalności konkretnej spółki. Pamiętajmy jeszcze jednak o jednej rzeczy – nasz rynek nie działa w próżni. Jeżeli paliwo do wzrostów na rynkach globalnych, w szczególności amerykańskim, się wyczerpie i inwestorzy zaczną realizować zyski to nasz rynek nie będzie z boku się przyglądał i rósł tylko dlatego, że jest atrakcyjnie wyceniany.

Autor: Szymon Juszczyk, Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami w RDM Wealth Management