Dokąd zmierza konflikt handlowy?

Autor: Szymon Juszczyk

Dodano: 25 października 2018
Nowa umowa z USA wpływa na rozliczenia podatkowe

Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Donald Trump rozpoczynał swoją krucjatę, głównie przeciwko Chinom, nikt nie sądził, że amerykański prezydent swoje słowa zamieni w czyny. Tymczasem jego groźby w kilka miesięcy zamieniły się w realne działania, których efektem jest wdrożenie ceł na towary importowane do Stanów Zjednoczonych.

Retrospekcja

Nie wiem czy Państwo pamiętają, ale właściwie zaraz po zwycięskich wyborach prezydenckich Donald Trump obiecywał zmianę zasad funkcjonowania Stanów Zjednoczonych na świecie, co miało się wpisywać w hasło „Make America Great Again”. Trump czepiał się NATO, czepiał się NAFTY, czepiał się Unii Europejskiej i czepiał się Chin, niejednokrotnie nazywając Pekin „manipulatorami waluty”. Czas mijał, a amerykański prezydent w swojej polityce zagranicznej stawał się coraz bardziej agresywny. I wreszcie kilka miesięcy temu pojawiła się pierwsza groźba wprowadzenia cen na towary importowane do Stanów Zjednoczonych.

Na słowa Trumpa rynek zareagował bardzo nerwowo rozpoczynają w tym roku korektę. Czas mijał a prezydent stawał się coraz bardziej agresywny i co jakiś czas rzucał kwotami, które oznaczały wartość towarów, które zostaną objęte taryfami celnymi. Naturalnie głównym celem były Chiny – padały kwoty 50 mld dolarów, 100, 200… A wreszcie 6 lipca weszły w życie taryfy na towary importowane z Państwa Środka na kwotę 34 mld dolarów, z perspektywą kolejnych 16 miliardów najbliższym czasie. Oczywiście Chińczycy nie pozostali bezczynni i zrobili to samo. Pierwszy etap wojny handlowej jest zatem za nami.

Stan obecny

W tej chwili dwa najpoważniejsze fronty, na których Donald Trump próbuje zmienić warunki handlu to ten na linii z Pekinem i Brukselą. W minionym tygodniu przedstawiciele Unii Europejskiej i amerykański prezydent odtrąbili sukces, jaki uznano zawarte porozumienie w sprawie dążenia „do bezcłowego handlu” między kontynentami. Niestety choć przekaz był bardzo optymistyczny, to jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Po pierwsze ustalono, że teraz dopiero powstaną grupy robocze, które będą wspólnie negocjować by wypracować nowy „model” funkcjonowania. W tym czasie Amerykanie nowych taryf nie nałożą, a Unia Europejska będzie kupowała więcej LNG i soi. Po drugie w porozumieniu nie było ani słowa na temat ceł na samochody, które mogłyby potencjalnie być największym problemem dla Europy. Dlatego też moim zdaniem jeszcze wiele, również złego, może się jeszcze wydarzyć, a nazywanie porozumienia sukcesem, jest w tej chwili mocno naciągane.

W przypadku Chin Donald Trump zachowuje się inaczej i coraz to podbija wartość towarów, na jaką zamierza nałożyć cła. Ostatnio wręcz stwierdził, że wszystkie towary przywożone z Państwa Środka będą obłożone dodatkowymi taryfami celnymi. Z kolei Chińczycy zapowiedzieli, że nie będą wychodzić przed szereg i zamierzają reagować tylko wówczas, gdy Amerykanie pierwsi podejmą jakieś decyzje. I choć na polu ceł Pekin nie ma zbyt dużego manewru, to w osłabianiu własnej waluty ma spore doświadczenie.

Co dalej?

Moim zdaniem Trump ma szerszy problem z Chinami niż tylko handel i uznał, że wymiana handlowa będzie dobrym narzędziem do osłabienia Pekinu. W związku z czym uważam, że amerykański prezydent będzie kontynuował swoją politykę i powoli kolejne partię towarów będą wpisywane na listę taryf celnych. Z Unią Europejską prawdopodobnie Amerykanie się dogadają, chociaż też nie stawiałbym tego za pewnik. Jednak import samochodów ze Starego Kontynentu jest sporym problemem lokalnych, amerykańskich producentów.

Tym niemniej taki sposób prowadzenia przez Trumpa polityki zagranicznej może przynieść ogromny zamęt w światowym handlu i przełożyć się na spowolnienie globalnego wzrostu gospodarczego. Uwzględniając długość obecnej hossy, stopień zaawansowania cyklu koniunkturalnego i coraz bardziej restrykcyjną politykę monetarną, przede wszystkim w USA, Donald Trump może swoją polityką dołożyć kolejny argument za tym, by globalna gospodarka weszła w fazę spowolnienie, a globalne rynki finansowe w bessę.

Kiedy rozwiązanie?

Jeżeli głównym celem polityki zagranicznej Donalda Trumpa jest osłabienie Chin, co też może sugerować próba osiągnięcia porozumienia z przywódcą Korei Północnej, to prawdopodobnie Donald Trump będzie w stanie poświęcić dotychczas dobre relacje z Unią Europejską by osiągnąć swój cel. Wydaje się też, że w krótkim terminie będzie on w stanie poświęcić Wall Street by Państwo Środka na arenie międzynarodowej osłabić. Dlatego też nie spodziewam się rychłego zakończenia kwestii „wojny handlowej” i uważam, że to jest jeden z poważniejszych czynników ryzyka dla globalnych rynków akcji. Jeżeli dojdzie do dalszej eskalacji, przede wszystkim na linii Waszyngton-Pekin, Chińczycy będą zdecydowanie bardziej przekonani do tego, aby dalej osłabiać swoją walutę, co może skutkować wyprzedażą najbardziej ryzykownych aktywów – tych z rynków wschodzących. I choć można powiedzieć, że „bądź chciwy, gdy inni się boją”, to biorąc pod uwagę poziomy światowych indeksów akcji i fazę cyklu koniunkturalnego, w tej chwili taka strategia może się wydawać bardzo ryzykownych przedsięwzięciem.